Jazda po pandemii


Droga i szybkość
Droga i szybkość

Tak się złożyło, że mimo ograniczeń pandemicznych cały ten okres posługiwałem się intensywnie moimi czterema kółkami. Jeździłem po Polsce południowej to tu to tam i bardzo szybko zauważyłem ciekawą tendencję. O ile w pierwszych dniach zatrzymania kraju jeździło się bardzo spokojnie, powiedziałbym nawet , że znacznie łagodniej i ostrożniej niż wcześniej (i nie chodzi tylko o to że ruch na drogach przypomniał mi intensywność ruchu ze słusznie minionych lat socjalizmu). Jak gdyby  sytuacja z pandemią wpłynęła tonizująco na nasze agresywne zachowanie drogowe. Było fajnie. To potem z dnia na dzień sytuacja się odwracała. Najpierw pojawiły się śmigacze. Jedziesz spokojnie a tu nagle fiuuuuu i przeleciał obok ciebie jakiś bolid kilkadziesiąt km/h szybciej niż Ty. To zaczęło się chyba wtedy gdy z ulic zniknęły patrole policji. A potem już poszło. Po mniej więcej tygodniu przeciętna prędkość na dwupasmówce podniosła się lekko licząc o jakieś 20-30 km/h. Nawet ciężarówki z tachometrami pozwalały sobie na dużo więcej.

No i przyszło odmrażanie. Ruch szybko wrócił do normy, a nawet mam takie wrażenie, że ludziska jeżdżą więcej niż przed epidemią. Tyle, że nie wszyscy zwolnili.

Na tej fali, drakońskie zmiany w prawie jakie wprowadzane są od lipca, przyniosą spory cios w wielu kierowców. No bo przekroczyć o 50 km/h prędkość poza miastem jest bardzo łatwo, nawet gdy nie jest się piratem, zważywszy na nadmiar ograniczeń na naszych drogach i jakość oznakowania. I tak sobie myślę, czy rzeczywiście karanie to jedyny sposób? Gdyby patrole policji przynajmniej stały na poboczach dróg w czasie pandemii, nie doszłoby aż do takiego rozprężenia. Wahadło ludzkich zachowań bowiem tak się zachowuje jak je popychać i po wychyleniu w prawo zawsze potem wychyla się w drugą stronę.

Dlaczego u nas tak trudno się jeździ


Ruch drogowy
Ruch drogowy

Nie tak dawno spędziłem dłuższy czas na zachodzie Europy. Po powrocie przeżyłem szok, jak bardzo inaczej jeździ się na polskich drogach. Przede wszystkim wszystkim się spieszy. Zawsze. Nie bardzo to rozumiem, bo czy przyjazd do supermarketu 5 minut później, rzeczywiście robi różnicę? Drugą istotną różnicą jest wdrażanie w życie łacińskiej zasady „homo homini lupus est” (człowiek człowiekowi wilkiem). Choć tak sobie myślę, czy nie obrażamy tych biednych zwierzaków?  Nasza jazda, jeżeli miałbym ją z czymś porównać, wygląda jak wyścigi dragsterów – aby pokonać prostą, a potem…. no właśnie a potem to już różnie bywa. Zastanawia mnie dlaczego tak jest i dlaczego od lat to się nie zmienia. Wydawać by się mogło, że powinniśmy już trochę nasycić się naszymi czterema kółkami.

Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Na drugim jest totalne przesterowanie ruchu na naszych drogach. Chyba w żadnym Państwie europejskim nie widziałem tylu znaków drogowych co w naszym kraju. Zalew. Potop. Bez ładu i składu. Ale przede wszystkim bez potrzeby. No i zderza się nasza ułańska fantazja  w siodle z ułańską fantazją w stawianiu znaków. Rezultat zgodny z przewidywaniami. Nadmiarowymi ograniczeniami nikt się nie przejmuje nawet gdy są zasadne.

Kilka lat temu popełniłem tekst „7 grzechów głównych polskich kierowców„. W zasadzie nic się nie zmieniło, a tekst jest aktualny w całej rozciągłości. Może tylko katalog by trzeba powiększyć? Może 10, 20…grzechów? Tak można by bez końca, ale przede wszystkim trzeba zacząć od siebie i od tego by uczciwie powiedzieć sobie jakim się jest kierowcą:

1. Przekraczasz prędkość?

2. Ustępujesz gdy nie musisz?

3. Trzymasz odstęp?

4. Wymuszasz swoje prawa?

5. Potrafisz ocenić drogę hamowania na mokrej drodze?

6. Patrzysz się w lusterko?

….

dopisz swoje pytania, jest ich dużo. Odpowiedz sobie. A wnioski zastosuj, gdy siadasz za kółkiem!

Odstęp durniu!


Wyścigi NASCAR
Wyścigi NASCAR

Mam dość. Dzisiaj znowu spóźniłem się do pracy bo jakiemuś durniowi nie chciało zachować się odstępu. W sumie (i na szczęście) nic wielkiego się nie stało – trochę pogiętej blachy- ale ja się pytam PO CO? Dlaczego nasze drogi muszą przypominać tor wyścigów NASCAR?

Od lat trąbi się na lewo i prawo: kierowco zachowaj odstęp. I nic! Każdego dnia widzę na własnym ogonie jakiegoś ciężkiego frajera, który musi, po prostu musi sprawdzić co mam w bagażniku. I to nie ważne czy jedziemy 20km/h czy 120km/h. Nieważne czy  jest sucho czy mokro. Nieważne czy jest duży ruch czy mały. Mój refleks nie jest najgorszy, łapie linijkę  (test refleksu) gdzieś w okolicach 10cm. Przeciętny kierowca przepuszcza linijkę o długości 30 cm… a mimo to nie wyobrażam sobie,  żebym odważył się jeździć tak blisko jak przeciętna na polskich drogach. Nie mówiąc już o przypadkach ekstremalnych!

A wszystko to podobno w imię, żeby było szybciej. Hm, ktoś tu nie rozumie jak to działa! Odstępy zwiększają i to znacznie, prędkość jazdy! Niemożliwe? Ależ nie, wręcz przeciwnie- absolutnie prawdziwe. Żeby to udowodnić zrobiłem mały eksperyment, związany z ruszaniem spod świateł. Efekty tej zabawy możesz zobaczyć na animowanym gifie dołączonym do artykułu.

Ruszanie ze świateł
Ruszanie ze świateł a odstęp

Dwa rzędy pojazdów w jednym samochody „siedzą sobie na ogonie” w drugim zachowują spory odstęp. Na komendę razem ruszają. I tylko jedna zmiana – te z większym odstępem bezpiecznie ruszają RAZEM, czyli tak jak jest szybko! Te bliskie czekają 0,2 sek (czyli całkiem malutko) zanim ruszą. Oba rzędy tak samo przyspieszają i taką samą mają prędkość maksymalną. Efekt? Ruszanie razem mimo odstępu jest o prawie sekundę szybsze. W rzeczywistości jest ZNACZNIE gorzej. Wg badań przeciętne opóźnienie w ruszaniu przekracza 1 sekundę czyli jest pięciokrotnie większe od tego na animacji.

Jeżeli więc chcesz jeździć szybko – zachowaj odstęp. To jedyny dobry sposób. A do tego bardzo bezpieczny! Może wtedy przestanę się spóźniać?

Pierwszy wypadek spowodowany przez samochód autonomiczny?


selfcarOd początku testów samochodów autonomicznych firmy Google czyli od wiosny 2014 roku  do roku 2016, były one zaangażowane w prawie tuzin kolizji w Mountain View. W większości przypadków samochody Google uderzane od tyłu. Nikt nie odniósł poważnych obrażeń. A w żadnym z incydentów nie stwierdzono winy samochodu autonomicznego. Dlatego trudno się dziwić burzy jaka podniosła się po pierwszym zdarzeniu , które być może jest pierwszym odnotowanym przypadkiem, gdy wina leżała po stronie automatu. Te spore zastrzeżenia wynikają z faktu, że zdarzenie miało charakter drobnej kolizji i obie strony uznały, że nie będą prowadzić do szczegółowego rozstrzygnięcia winy. Dlatego na dzień dzisiejszy uznaje się, że winny był pojazd Google, tyle że nie sprecyzowano czy to wynik błędu oprogramowania, czy też wina leży po stronie siedzącego w pojeździe kierowcy testowego…

W czasie zdarzenia autonomiczny Lexus jechał z prędkością 2 mph (niespełna 4 km/h), kiedy wykonał ruch w bok, a jego lewy przód uderzył w prawą stronę autobusu, który jechał prosto z prędkością  około15 mph. Jak widać zdarzenie miało charakter niewielkiej stłuczki. Kierowca testowy samochodu – który zgodnie z prawem stanowym musi znajdować się na przednim siedzeniu, aby złapać kierownicę, gdy jest taka potrzeba – sądził, że autobus ustąpi i nie przejął kontroli przed kolizją. Opublikowany po zdarzeniu raport nie rozwiązuje problemu. Jednakże to co wywołało burzę to fakt, że Google w pisemnym oświadczeniu napisało: „Wyraźnie ponosimy odpowiedzialność, ponieważ gdyby nasz samochód się nie poruszył, nie byłoby kolizji”. Jak tłumaczy Chris Urmson, szef projektu auta samojezdnego Google, „Lexus poruszał się, zanim autobus zaczął przejeżdżać” i doprecyzował: „Widzieliśmy autobus, śledziliśmy autobus, myśleliśmy, że autobus zwolni, zaczęliśmy się wycofywać, pozostał jednak pewien impet”.  Zdarzenie jednak ma skutki negatywne dla Google, gdyż zaktywizowało ludzi przeciwnych robotom na ulicach.  Jak stwierdzili liderzy tego ruchu: „Najwyraźniej samochody autonomiczne Google nie mogą niezawodnie radzić sobie w codziennych sytuacjach drogowych. Musi być licencjonowany kierowca, który może przejąć kontrolę, nawet jeśli w tym przypadku kierowca testowy nie wprowadził go tak, jak powinien.”

Podsumowując zdarzenie, mimo, że niejednoznaczne najprawdopodobniej nie wpłynie negatywnie na rozwój samochodów autonomicznych.

Odstęp głupcze!


Skrzyżowanie
Skrzyżowanie

Jadąc dzisiaj do pracy,  znowu natknąłem się na dwa wypadki. Zważywszy , że mam do przejechania 10 km przez  centrum Śląska, ilość możliwa… Nie, nie możliwa, gdyż do obu doszło na prostej trójpasmowej drodze o bezkolizyjnych skrzyżowaniach. Oczywistym powodem obydwu wydarzeń było nie zachowanie właściwego odstępu. Wracam do tego tematu z uporem maniaka. Bo nie mogę uwierzyć w tępotę kierowców, którzy z uporem godnym jakichś wielkich wyzwań, postanowili jechać niebezpiecznie i przede wszystkim strasznie WOLNO! Brak odstępu powoduje bowiem nieustanne zatory. Bracie kierowco! Nie będziesz szybciej na miejscu, jeżeli wjeżdżasz poprzednikowi do kufra! Ale tłumaczenie sobie, a kierowcy i tak wiedzą lepiej. I tak stoję codziennie w korkach, których co najmniej połowy można by uniknąć, jeżelibyśmy zachowywali odstępy. Zastanawiałem się czy jest jakiś logiczny argument, którym przekonałbym choć kilku… Tylko jak przekonać do takiej jazdy kogoś, który na autostradzie w deszczowy dzień jedzie z prędkością 150 km/h w odległości 1,5 metra za poprzednikiem… Stopień idiotyzmu takiego manewru przekracza zdolność mojego pojmowania. No i mam też jeszcze inne nieodparte wrażenie, że jeździmy tak bezsensownie blisko siebie, bo podstawą naszego myślenia jest… cwaniactwo: Będę bliżej- będę szybciej – będę przed tym naiwniakiem, który zostawił te 10 metrów niepotrzebnego odstępu. No i tak cwaniakując mają w pokręcony sposób rację! No bo skoro przez takie zachowanie stoimy w korkach, to ten co cwaniaczący bardziej, będzie o te 3 sekundy szybciej. Brawo! Nieważne, że wszyscy moglibyśmy być szybciej o pół godziny.

Proszę myślmy na drodze!

Poduszka na dachu


poduszka powietrzna na dachu pojazdu
poduszka powietrzna na dachu pojazdu

Ford opatentował poduszkę dachową. Zdaniem autorów pomysłu poduszka ma chronić pasażerów pojazdu, gdy ten będzie dachował. To ciekawa koncepcja, Zwłaszcza w sytuacji gdy uświadomimy sobie, ze dachowanie wcale nie jest tak rzadkie. Z drugiej jednak strony zastanawia skuteczność tego rozwiązania. I to nie tylko ze względu  na trudności chociażby w uchwyceniu powodu , który wyzwoli, odpali ładunek pirotechniczny poduszki. Nie powinna bowiem ona być nadymana w każdej sytuacji, a jedynie w trakcie dachowania. Pytaniem, które wyzwala wątpliwości jest fakt, ze Ford dotąd nie zastosował swojego patentu w żadnym pojeździe pomimo, że do skutecznego opatentowania doszło już w zeszłym roku, czyli, że sam pomysł musi mieć już kilka lat. Stawia to pod znakiem zapytania skuteczność oferowanej przez taka poduszkę ochrony. A może tylko chciano zablokować pewien pomysł, co często się zdarza w amerykańskim systemie prawnej ochrony patentowej.

Bez względu jednak jak jest, należy przyklasnąć wszelkim pomysłom zmierzającym do poprawy  bezpieczeństwa biernego pasażerów pojazdów.

Polska liderem światowym


tpa
Rozwiązanie z Lidzbarka stworzone przez inżynierów z TPA

Znany portal amerykański 12storylibrary.com uznał technologię zastosowaną na drogach  Lidzbarka Warmińskiego  za jedną z 12 najbardziej przełomowych technologi w transporcie.

Lecz o co chodzi?

Otóż włodarze gminy we współpracy z TPA. sp. z o.o. ( instytut badawczy firmy Strabag) wybudowali świecące w nocy ścieżki rowerowe. Niebieska ścieżka rowerowa, która świeci po zmroku powstała na szlaku prowadzącym nad Jezioro Wielochowskie. Nawierzchnia tej innowacyjnej drogi rowerowej zawiera tzw. luminofory, są to specjalne substancje syntetyczne, które mają zdolność gromadzenia światła – ładują się za pomocą światła dziennego, a następnie nocą promieniują zgromadzoną energię w postaci delikatnego, ale wyraźnego  po zmroku , blasku. W ciągu dnia ścieżka rowerowa ma również kolor niebieski. Jak twierdzą autorzy tego niezwykłego rozwiązania chodziło o stworzenie optymalnej kompozycji kolorystycznej z pobliskim jeziorem i naturą. Oczywiście główną motywacją było bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.
Jak wykazały testy materiał, z którego stworzono nawierzchnię ścieżki rowerowej, jest w stanie świecic widocznym światłem przez ponad 10 godzin. Daje to pewność, że przez całą noc ścieżka emituje będzie jaśniała niebieskim światłem. Każdego zaś dnia ponownie będzie  gromadzić by wieczorem przystąpić „do pracy”. Co najistotniejsze, efekt zawdzięczamy wyłącznie specyficznym właściwościom użytego kruszywa, bez konieczności wspomagania dodatkowymi źródłami energii.

Wykorzystane zjawisko nie jest nowe, każdy, kto posiada zegarek z tarczą z elementami wykonanymi luminoforu, może cieszyć się również tym rozwiązaniem. Jednakże zastosowanie luminoforu w drogownictwie jest nowością. Pierwsze próby kilka lat temu podjęli Holendrzy jednakże zarówno koszt jak i ostateczny efekt nie były zachęcające. Wiele wskazuje na to, że nowe rozwiązanie z Lidzbarka wdrożone przez inżynierów z TPA jest naprawdę przełomowe. Może ono poprawić bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu w stopniu nie osiągalnym dla innych rozwiązań nie wymagając przy tym żadnych dodatkowych nakładów.

Samochód made in Bosch


bosch2Na konferencji Republica 2016, jednym z najbardziej wpływowych wydarzeń w dziedzinie technologii cyfrowych, firma Bosch przedstawiła swój samochód demonstracyjny. Ten projekt koncepcyjny ma zademonstrować możliwości przyszłych pojazdów, sposób współdziałania z kierowcą, a także wszelkie możliwości zastąpienia kierowcy.
Dla przykładu tryb Standalone jazdy na autostradach znacznie zwiększy bezpieczeństwo i efektywność paliwową. Samochód przyszłości będzie również okazją, aby pozostawać w kontakcie (w tym wideo), z przyjaciółmi, rodziną lub współpracownikami.

 Wyświetlacz Concept Car BoschInnovatsionny i interfejs użytkownika

bosch1Podstawą demonstracji komunikacji z kierowcą samochodu było zintegrowane podejście do problemu. Komputer pokładowy zbiera informacje za pośrednictwem jednego interfejsu w interaktywnym rodzaju  formularza, który został opracowany oddzielnie dla każdej konkretnej sytuacji. W praktyce jest to realizowane w następujący sposób: deskę rozdzielczą, jej  przód i środek Bosch zastąpił dużymi monitorami, które elastycznie dostarczają kierowcy lub pasażerom informacji, w zależności od sytuacji. Także oświetlenie wnętrza pojazdu jest uzupełnieniem zintegrowanej koncepcji, np. poprzez fakt, że jej kolorystyka jest definiowana przez kierowcę. Oświetlenie spełnia jednak nie tylko funkcję estetyczną, ale również zwiększa bezpieczeństwo, ponieważ np.jeśli system zauważy pieszego lub rowerzystę, wewnętrze oświetlenie poprzez szybką, kierunkową zmianę natężenia, zwraca uwagę kierowcy w lewo lub w prawo, w zależności od tego, gdzie pojawia się zagrożenie.

Autonomiczna jazda – nowe możliwości

Samochód może być prowadzony ręcznie jak i automatycznie. Obie te sytuacje powodują, że dla kierowcy dostępne są różne możliwości. Np. kierowca samochodu koncepcyjnego Bosch ma zapewniony dostęp do informacji o warunkach drogowych i pogodowych w czasie rzeczywistym, odbieranie danych za pośrednictwem usług typu cloud, social networking i aplikacji komunikacyjnych. Jednakże taka informacja jest dostępna tylko w trybie automatycznego prowadzenia, tak aby nie zagrażać innym użytkownikom dróg.
Inżynierowie Bosch zapłacili szczególną uwagę do bezpiecznego i sprawnego przekazania odpowiedzialności za bezpieczeństwo ruchu ze strony kierowcy do samochodu i z powrotem. Początkowo, kierowca jest informowany o możliwości aktywowania automatycznego trybu jazdy. Do aktywacji, wystarcza, aby umieścić palce na specjalnym obszarze styku z drążkiem (samochód ma coś co bardziej przypomina wolant samolotu niż kierownicę) lewym i prawym i przytrzymać przez trzy sekundy. Jeśli kierowca chce odzyskać kontrolę nad swoimi rękami i zjechać z autostrady, należy powtórzyć procedurę.

W kontakcie ze światem – w kontakcie z ich domu

„Concept Car Bosch” z założenia jest związany z Internetem. Umożliwia więc łatwe łączenie się i komunikowanie się z innymi komputerami, łącznie np. ze swoim własnym w domu. Np. jeśli właściciel jest daleko, ale do niego, ktoś przyszedł, samochód jest w stanie przełączyć się do podłączenia do domofonu.

W Momencie przyjazdu samochodu do domu, samochód jest podłączany do systemu zabezpieczenia domu, które np. pozwala kierowcy przed wejściem do mieszkania na podgląd obrazu z kamery zewnętrznej w domu. Ponadto, za pomocą kamer umieszczonych w pojeździe mogą być kontrolowane obszary znajdujące się z tyłu i po stronie pojazdu.

Oczywiście kiedy wszyscy pasażerowie opuszczą już pojazd po przyjeździe do domu pojazd samodzielnie zaparkuje w garażu i przygotuje się do następnej podróży.

Kierowco! Uważaj jak gestykulujesz!


Sterowanie gestami Continentala
Sterowanie gestami Continentala

Kochamy gadżety. I trudno. Ale pogoń za gadżetami uprawiana przez firmy,  często prowadzi  niekoniecznie tam, gdzie chcielibyśmy pójść. Ostatnio stało się modne ułatwianie życia kierowcy. Aż dwie firmy zademonstrowały podobne systemy wspomagające sterowaniem systemami pomocniczymi przez kierowcę. Chodzi o sposób sterowania np. nawigacją czy radiem.

Rzeczywiście, systemy obsługiwane przez kierowcę, są coraz bardziej skomplikowane, wymagają coraz więcej jego uwagi. Musi on obsłużyć np. nawigację, która (jakżeby inaczej) wspomagając kierowcę, co chwila domaga się jego uwagi. Jest źle i dobrze, że wreszcie ktoś dostrzegł problem. Jednakże czy przypadkiem lekarstwo nie jest gorsze od choroby?

Zacznijmy od prostszego systemu zaproponowanego przez Hyundaia. Postanowił on zastąpić klawisze, które ostatnio przytłaczają kierownice pojazdów, inteligentnym sensorem dotykowym. W miejsce przyciśnięć klawiszy mamy gesty wykonywane kciukami. Zasadę działania wyjaśnia myślę dostatecznie poniższy (po prawej) rysunek.

sterowanie gestami Hyundai
Sterowanie gestami Hyundai

To jeszcze ma jakiś sens, moim zdaniem, choć nie wyobrażam sobie jak by miało wyglądać gdyby ten system nie był powszechny (wszyscy musielibyśmy się uczyć gestów różnych dla różnych pojazdów?).

Podobny, a zarazem zupełnie inny system, zaproponował Continental. Podobnie jak Hyundai opracował system kierowania oparty na gestach kierowcy. Jednak w tym pomyśle gesty wykonujemy … w powietrzu

System ten działa w oparciu o kamery 3D śledzące położenie naszych rąk. Komputer na podstawie ruchu i układów palców kierowcy przekształca je w decyzje kierujące urządzeniami. (Swoją drogą to już wygląda jak czary- czarodziej wykonuje tajemniczy gest i… włącza się radio). System ten umożliwia sterowanie nawigacją, komputerem pokładowym, telefonem i systemem audio. Większość poleceń jest oparte na prostym dotknięciu wirtualnych (patrz zdjęcie na początku artykułu) menetek pod kierownicą- na przykład w ten sposób można  np. przewijać różne menu, etc. Jednak nie wszystkie (jakie, na razie jeszcze nie wiadomo- system jest ciągle rozwijany).

Ja rozumiem dążenie do poprawy bezpieczeństwa, ale tu chyba przegięto. No bo czy Państwo trzymają kierownicę nie poruszając dłońmi czy palcami. Jadąc przez godzinę czy dłużej nie wykonujecie na kierownicy drobnych ruchów? I co? Teraz będziecie się musieli pilnować, bo a nuż, przez przypadek, niespodziewanie włączycie radio na pełny regulator, albo nieświadomie zmienicie trasę wyznaczaną przez nawigację (i zamiast do Szczecina pojedziecie do Ustrzyk)! Odpowiedź na pytanie dlaczego to niezbyt szczęśliwy pomysł moim zdaniem kryje się w słowie „feedback”, a mówiąc bardziej po ludzku, muszę czuć, że coś dotykam, wtedy wiem, że coś robię.

Na szczęście Continental na razie nie planuje wdrożenia systemu do produkcji.

Jaśniej bez oślepiania


Nowe światła ksenonowe
Nowe światła ksenonowe

Światła w samochodzie są nie do przecenienia. Jednakże w pogoni za coraz lepszym oświetleniem drogi dla kierowcy, nie możemy zapominać o tych co jadą z naprzeciwka.  Dlatego  nie mamy coraz jaśniejszych lamp w naszych pojazdach, bo byłoby to bardzo niebezpieczne. Jednakże jak się okazuje, gdy jest potrzeba, znajdzie się rada. Odpowiedź jak zwiększyć jasność świateł, jednak bez  oślepiania jadących z przeciwnej strony, znalazł Philips w swoich najnowszych żarówkach ksenonowych. Osobliwością tych lamp jest ich niezwykła jasność, która sugeruje znacznie większą moc żarówek, niż jest w rzeczywistości. Odpowiedzią bowiem jaką znalazł Philips na problem jakości oświetlenia jest białe światło o tzw. temperaturze 6000K. Światło to zapewnia takie cechy oświetlenia, które niezwykle zbliżają je do światła dziennego (słonecznego).  Uzyskane więc zwiększenie jasności nie wynika tylko z większej mocy świateł, ale z powodu lepszego postrzegania światła przez oko ludzkie. Lampy te są certyfikowane zgodnie z normami ECE, i pomimo zwiększonej jasności, nie oślepiają nadjeżdżających z przeciwka pojazdów, a zatem zostały dopuszczone do użytku na drogach. Lampy XenonWhite Vision, bo o nich mowa, spełniają więc dwa, wydawałoby się, sprzeczne postulaty. Zwiększają znacząco jasność wiązki światła z reflektorów samochodowych, nie powodując oślepienia kierowców patrzących w lampy. Co więcej ludzkie oko nie tylko lepiej widzi w takim świetle, jest również dostosowane do  znacznie większej jasności takiego światła. Dało to konstruktorom z Philipsa możliwość podniesienia ogólnej mocy lamp. W rezultacie w nowych lampach udało się  zwiększyć długość wiązki światła i wytworzyć o  60% więcej światła niż w konwencjonalnych reflektorach. Już na marginesie należy dodać że zwiększono również ich żywotność do ponad 450 godzin.

Na zdjęciu przy artykule widać efekt działania nowych żarówek.