Odstęp durniu!


Wyścigi NASCAR
Wyścigi NASCAR

Mam dość. Dzisiaj znowu spóźniłem się do pracy bo jakiemuś durniowi nie chciało zachować się odstępu. W sumie (i na szczęście) nic wielkiego się nie stało – trochę pogiętej blachy- ale ja się pytam PO CO? Dlaczego nasze drogi muszą przypominać tor wyścigów NASCAR?

Od lat trąbi się na lewo i prawo: kierowco zachowaj odstęp. I nic! Każdego dnia widzę na własnym ogonie jakiegoś ciężkiego frajera, który musi, po prostu musi sprawdzić co mam w bagażniku. I to nie ważne czy jedziemy 20km/h czy 120km/h. Nieważne czy  jest sucho czy mokro. Nieważne czy jest duży ruch czy mały. Mój refleks nie jest najgorszy, łapie linijkę  (test refleksu) gdzieś w okolicach 10cm. Przeciętny kierowca przepuszcza linijkę o długości 30 cm… a mimo to nie wyobrażam sobie,  żebym odważył się jeździć tak blisko jak przeciętna na polskich drogach. Nie mówiąc już o przypadkach ekstremalnych!

A wszystko to podobno w imię, żeby było szybciej. Hm, ktoś tu nie rozumie jak to działa! Odstępy zwiększają i to znacznie, prędkość jazdy! Niemożliwe? Ależ nie, wręcz przeciwnie- absolutnie prawdziwe. Żeby to udowodnić zrobiłem mały eksperyment, związany z ruszaniem spod świateł. Efekty tej zabawy możesz zobaczyć na animowanym gifie dołączonym do artykułu.

Ruszanie ze świateł
Ruszanie ze świateł a odstęp

Dwa rzędy pojazdów w jednym samochody „siedzą sobie na ogonie” w drugim zachowują spory odstęp. Na komendę razem ruszają. I tylko jedna zmiana – te z większym odstępem bezpiecznie ruszają RAZEM, czyli tak jak jest szybko! Te bliskie czekają 0,2 sek (czyli całkiem malutko) zanim ruszą. Oba rzędy tak samo przyspieszają i taką samą mają prędkość maksymalną. Efekt? Ruszanie razem mimo odstępu jest o prawie sekundę szybsze. W rzeczywistości jest ZNACZNIE gorzej. Wg badań przeciętne opóźnienie w ruszaniu przekracza 1 sekundę czyli jest pięciokrotnie większe od tego na animacji.

Jeżeli więc chcesz jeździć szybko – zachowaj odstęp. To jedyny dobry sposób. A do tego bardzo bezpieczny! Może wtedy przestanę się spóźniać?

Reklamy

Pierwszy wypadek spowodowany przez samochód autonomiczny?


selfcarOd początku testów samochodów autonomicznych firmy Google czyli od wiosny 2014 roku  do roku 2016, były one zaangażowane w prawie tuzin kolizji w Mountain View. W większości przypadków samochody Google uderzane od tyłu. Nikt nie odniósł poważnych obrażeń. A w żadnym z incydentów nie stwierdzono winy samochodu autonomicznego. Dlatego trudno się dziwić burzy jaka podniosła się po pierwszym zdarzeniu , które być może jest pierwszym odnotowanym przypadkiem, gdy wina leżała po stronie automatu. Te spore zastrzeżenia wynikają z faktu, że zdarzenie miało charakter drobnej kolizji i obie strony uznały, że nie będą prowadzić do szczegółowego rozstrzygnięcia winy. Dlatego na dzień dzisiejszy uznaje się, że winny był pojazd Google, tyle że nie sprecyzowano czy to wynik błędu oprogramowania, czy też wina leży po stronie siedzącego w pojeździe kierowcy testowego…

W czasie zdarzenia autonomiczny Lexus jechał z prędkością 2 mph (niespełna 4 km/h), kiedy wykonał ruch w bok, a jego lewy przód uderzył w prawą stronę autobusu, który jechał prosto z prędkością  około15 mph. Jak widać zdarzenie miało charakter niewielkiej stłuczki. Kierowca testowy samochodu – który zgodnie z prawem stanowym musi znajdować się na przednim siedzeniu, aby złapać kierownicę, gdy jest taka potrzeba – sądził, że autobus ustąpi i nie przejął kontroli przed kolizją. Opublikowany po zdarzeniu raport nie rozwiązuje problemu. Jednakże to co wywołało burzę to fakt, że Google w pisemnym oświadczeniu napisało: „Wyraźnie ponosimy odpowiedzialność, ponieważ gdyby nasz samochód się nie poruszył, nie byłoby kolizji”. Jak tłumaczy Chris Urmson, szef projektu auta samojezdnego Google, „Lexus poruszał się, zanim autobus zaczął przejeżdżać” i doprecyzował: „Widzieliśmy autobus, śledziliśmy autobus, myśleliśmy, że autobus zwolni, zaczęliśmy się wycofywać, pozostał jednak pewien impet”.  Zdarzenie jednak ma skutki negatywne dla Google, gdyż zaktywizowało ludzi przeciwnych robotom na ulicach.  Jak stwierdzili liderzy tego ruchu: „Najwyraźniej samochody autonomiczne Google nie mogą niezawodnie radzić sobie w codziennych sytuacjach drogowych. Musi być licencjonowany kierowca, który może przejąć kontrolę, nawet jeśli w tym przypadku kierowca testowy nie wprowadził go tak, jak powinien.”

Podsumowując zdarzenie, mimo, że niejednoznaczne najprawdopodobniej nie wpłynie negatywnie na rozwój samochodów autonomicznych.

Odstęp głupcze!


Skrzyżowanie
Skrzyżowanie

Jadąc dzisiaj do pracy,  znowu natknąłem się na dwa wypadki. Zważywszy , że mam do przejechania 10 km przez  centrum Śląska, ilość możliwa… Nie, nie możliwa, gdyż do obu doszło na prostej trójpasmowej drodze o bezkolizyjnych skrzyżowaniach. Oczywistym powodem obydwu wydarzeń było nie zachowanie właściwego odstępu. Wracam do tego tematu z uporem maniaka. Bo nie mogę uwierzyć w tępotę kierowców, którzy z uporem godnym jakichś wielkich wyzwań, postanowili jechać niebezpiecznie i przede wszystkim strasznie WOLNO! Brak odstępu powoduje bowiem nieustanne zatory. Bracie kierowco! Nie będziesz szybciej na miejscu, jeżeli wjeżdżasz poprzednikowi do kufra! Ale tłumaczenie sobie, a kierowcy i tak wiedzą lepiej. I tak stoję codziennie w korkach, których co najmniej połowy można by uniknąć, jeżelibyśmy zachowywali odstępy. Zastanawiałem się czy jest jakiś logiczny argument, którym przekonałbym choć kilku… Tylko jak przekonać do takiej jazdy kogoś, który na autostradzie w deszczowy dzień jedzie z prędkością 150 km/h w odległości 1,5 metra za poprzednikiem… Stopień idiotyzmu takiego manewru przekracza zdolność mojego pojmowania. No i mam też jeszcze inne nieodparte wrażenie, że jeździmy tak bezsensownie blisko siebie, bo podstawą naszego myślenia jest… cwaniactwo: Będę bliżej- będę szybciej – będę przed tym naiwniakiem, który zostawił te 10 metrów niepotrzebnego odstępu. No i tak cwaniakując mają w pokręcony sposób rację! No bo skoro przez takie zachowanie stoimy w korkach, to ten co cwaniaczący bardziej, będzie o te 3 sekundy szybciej. Brawo! Nieważne, że wszyscy moglibyśmy być szybciej o pół godziny.

Proszę myślmy na drodze!

Poduszka na dachu


poduszka powietrzna na dachu pojazdu
poduszka powietrzna na dachu pojazdu

Ford opatentował poduszkę dachową. Zdaniem autorów pomysłu poduszka ma chronić pasażerów pojazdu, gdy ten będzie dachował. To ciekawa koncepcja, Zwłaszcza w sytuacji gdy uświadomimy sobie, ze dachowanie wcale nie jest tak rzadkie. Z drugiej jednak strony zastanawia skuteczność tego rozwiązania. I to nie tylko ze względu  na trudności chociażby w uchwyceniu powodu , który wyzwoli, odpali ładunek pirotechniczny poduszki. Nie powinna bowiem ona być nadymana w każdej sytuacji, a jedynie w trakcie dachowania. Pytaniem, które wyzwala wątpliwości jest fakt, ze Ford dotąd nie zastosował swojego patentu w żadnym pojeździe pomimo, że do skutecznego opatentowania doszło już w zeszłym roku, czyli, że sam pomysł musi mieć już kilka lat. Stawia to pod znakiem zapytania skuteczność oferowanej przez taka poduszkę ochrony. A może tylko chciano zablokować pewien pomysł, co często się zdarza w amerykańskim systemie prawnej ochrony patentowej.

Bez względu jednak jak jest, należy przyklasnąć wszelkim pomysłom zmierzającym do poprawy  bezpieczeństwa biernego pasażerów pojazdów.

Polska liderem światowym


tpa
Rozwiązanie z Lidzbarka stworzone przez inżynierów z TPA

Znany portal amerykański 12storylibrary.com uznał technologię zastosowaną na drogach  Lidzbarka Warmińskiego  za jedną z 12 najbardziej przełomowych technologi w transporcie.

Lecz o co chodzi?

Otóż włodarze gminy we współpracy z TPA. sp. z o.o. ( instytut badawczy firmy Strabag) wybudowali świecące w nocy ścieżki rowerowe. Niebieska ścieżka rowerowa, która świeci po zmroku powstała na szlaku prowadzącym nad Jezioro Wielochowskie. Nawierzchnia tej innowacyjnej drogi rowerowej zawiera tzw. luminofory, są to specjalne substancje syntetyczne, które mają zdolność gromadzenia światła – ładują się za pomocą światła dziennego, a następnie nocą promieniują zgromadzoną energię w postaci delikatnego, ale wyraźnego  po zmroku , blasku. W ciągu dnia ścieżka rowerowa ma również kolor niebieski. Jak twierdzą autorzy tego niezwykłego rozwiązania chodziło o stworzenie optymalnej kompozycji kolorystycznej z pobliskim jeziorem i naturą. Oczywiście główną motywacją było bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.
Jak wykazały testy materiał, z którego stworzono nawierzchnię ścieżki rowerowej, jest w stanie świecic widocznym światłem przez ponad 10 godzin. Daje to pewność, że przez całą noc ścieżka emituje będzie jaśniała niebieskim światłem. Każdego zaś dnia ponownie będzie  gromadzić by wieczorem przystąpić „do pracy”. Co najistotniejsze, efekt zawdzięczamy wyłącznie specyficznym właściwościom użytego kruszywa, bez konieczności wspomagania dodatkowymi źródłami energii.

Wykorzystane zjawisko nie jest nowe, każdy, kto posiada zegarek z tarczą z elementami wykonanymi luminoforu, może cieszyć się również tym rozwiązaniem. Jednakże zastosowanie luminoforu w drogownictwie jest nowością. Pierwsze próby kilka lat temu podjęli Holendrzy jednakże zarówno koszt jak i ostateczny efekt nie były zachęcające. Wiele wskazuje na to, że nowe rozwiązanie z Lidzbarka wdrożone przez inżynierów z TPA jest naprawdę przełomowe. Może ono poprawić bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu w stopniu nie osiągalnym dla innych rozwiązań nie wymagając przy tym żadnych dodatkowych nakładów.

Samochód made in Bosch


bosch2Na konferencji Republica 2016, jednym z najbardziej wpływowych wydarzeń w dziedzinie technologii cyfrowych, firma Bosch przedstawiła swój samochód demonstracyjny. Ten projekt koncepcyjny ma zademonstrować możliwości przyszłych pojazdów, sposób współdziałania z kierowcą, a także wszelkie możliwości zastąpienia kierowcy.
Dla przykładu tryb Standalone jazdy na autostradach znacznie zwiększy bezpieczeństwo i efektywność paliwową. Samochód przyszłości będzie również okazją, aby pozostawać w kontakcie (w tym wideo), z przyjaciółmi, rodziną lub współpracownikami.

 Wyświetlacz Concept Car BoschInnovatsionny i interfejs użytkownika

bosch1Podstawą demonstracji komunikacji z kierowcą samochodu było zintegrowane podejście do problemu. Komputer pokładowy zbiera informacje za pośrednictwem jednego interfejsu w interaktywnym rodzaju  formularza, który został opracowany oddzielnie dla każdej konkretnej sytuacji. W praktyce jest to realizowane w następujący sposób: deskę rozdzielczą, jej  przód i środek Bosch zastąpił dużymi monitorami, które elastycznie dostarczają kierowcy lub pasażerom informacji, w zależności od sytuacji. Także oświetlenie wnętrza pojazdu jest uzupełnieniem zintegrowanej koncepcji, np. poprzez fakt, że jej kolorystyka jest definiowana przez kierowcę. Oświetlenie spełnia jednak nie tylko funkcję estetyczną, ale również zwiększa bezpieczeństwo, ponieważ np.jeśli system zauważy pieszego lub rowerzystę, wewnętrze oświetlenie poprzez szybką, kierunkową zmianę natężenia, zwraca uwagę kierowcy w lewo lub w prawo, w zależności od tego, gdzie pojawia się zagrożenie.

Autonomiczna jazda – nowe możliwości

Samochód może być prowadzony ręcznie jak i automatycznie. Obie te sytuacje powodują, że dla kierowcy dostępne są różne możliwości. Np. kierowca samochodu koncepcyjnego Bosch ma zapewniony dostęp do informacji o warunkach drogowych i pogodowych w czasie rzeczywistym, odbieranie danych za pośrednictwem usług typu cloud, social networking i aplikacji komunikacyjnych. Jednakże taka informacja jest dostępna tylko w trybie automatycznego prowadzenia, tak aby nie zagrażać innym użytkownikom dróg.
Inżynierowie Bosch zapłacili szczególną uwagę do bezpiecznego i sprawnego przekazania odpowiedzialności za bezpieczeństwo ruchu ze strony kierowcy do samochodu i z powrotem. Początkowo, kierowca jest informowany o możliwości aktywowania automatycznego trybu jazdy. Do aktywacji, wystarcza, aby umieścić palce na specjalnym obszarze styku z drążkiem (samochód ma coś co bardziej przypomina wolant samolotu niż kierownicę) lewym i prawym i przytrzymać przez trzy sekundy. Jeśli kierowca chce odzyskać kontrolę nad swoimi rękami i zjechać z autostrady, należy powtórzyć procedurę.

W kontakcie ze światem – w kontakcie z ich domu

„Concept Car Bosch” z założenia jest związany z Internetem. Umożliwia więc łatwe łączenie się i komunikowanie się z innymi komputerami, łącznie np. ze swoim własnym w domu. Np. jeśli właściciel jest daleko, ale do niego, ktoś przyszedł, samochód jest w stanie przełączyć się do podłączenia do domofonu.

W Momencie przyjazdu samochodu do domu, samochód jest podłączany do systemu zabezpieczenia domu, które np. pozwala kierowcy przed wejściem do mieszkania na podgląd obrazu z kamery zewnętrznej w domu. Ponadto, za pomocą kamer umieszczonych w pojeździe mogą być kontrolowane obszary znajdujące się z tyłu i po stronie pojazdu.

Oczywiście kiedy wszyscy pasażerowie opuszczą już pojazd po przyjeździe do domu pojazd samodzielnie zaparkuje w garażu i przygotuje się do następnej podróży.

Kierowco! Uważaj jak gestykulujesz!


Sterowanie gestami Continentala
Sterowanie gestami Continentala

Kochamy gadżety. I trudno. Ale pogoń za gadżetami uprawiana przez firmy,  często prowadzi  niekoniecznie tam, gdzie chcielibyśmy pójść. Ostatnio stało się modne ułatwianie życia kierowcy. Aż dwie firmy zademonstrowały podobne systemy wspomagające sterowaniem systemami pomocniczymi przez kierowcę. Chodzi o sposób sterowania np. nawigacją czy radiem.

Rzeczywiście, systemy obsługiwane przez kierowcę, są coraz bardziej skomplikowane, wymagają coraz więcej jego uwagi. Musi on obsłużyć np. nawigację, która (jakżeby inaczej) wspomagając kierowcę, co chwila domaga się jego uwagi. Jest źle i dobrze, że wreszcie ktoś dostrzegł problem. Jednakże czy przypadkiem lekarstwo nie jest gorsze od choroby?

Zacznijmy od prostszego systemu zaproponowanego przez Hyundaia. Postanowił on zastąpić klawisze, które ostatnio przytłaczają kierownice pojazdów, inteligentnym sensorem dotykowym. W miejsce przyciśnięć klawiszy mamy gesty wykonywane kciukami. Zasadę działania wyjaśnia myślę dostatecznie poniższy (po prawej) rysunek.

sterowanie gestami Hyundai
Sterowanie gestami Hyundai

To jeszcze ma jakiś sens, moim zdaniem, choć nie wyobrażam sobie jak by miało wyglądać gdyby ten system nie był powszechny (wszyscy musielibyśmy się uczyć gestów różnych dla różnych pojazdów?).

Podobny, a zarazem zupełnie inny system, zaproponował Continental. Podobnie jak Hyundai opracował system kierowania oparty na gestach kierowcy. Jednak w tym pomyśle gesty wykonujemy … w powietrzu

System ten działa w oparciu o kamery 3D śledzące położenie naszych rąk. Komputer na podstawie ruchu i układów palców kierowcy przekształca je w decyzje kierujące urządzeniami. (Swoją drogą to już wygląda jak czary- czarodziej wykonuje tajemniczy gest i… włącza się radio). System ten umożliwia sterowanie nawigacją, komputerem pokładowym, telefonem i systemem audio. Większość poleceń jest oparte na prostym dotknięciu wirtualnych (patrz zdjęcie na początku artykułu) menetek pod kierownicą- na przykład w ten sposób można  np. przewijać różne menu, etc. Jednak nie wszystkie (jakie, na razie jeszcze nie wiadomo- system jest ciągle rozwijany).

Ja rozumiem dążenie do poprawy bezpieczeństwa, ale tu chyba przegięto. No bo czy Państwo trzymają kierownicę nie poruszając dłońmi czy palcami. Jadąc przez godzinę czy dłużej nie wykonujecie na kierownicy drobnych ruchów? I co? Teraz będziecie się musieli pilnować, bo a nuż, przez przypadek, niespodziewanie włączycie radio na pełny regulator, albo nieświadomie zmienicie trasę wyznaczaną przez nawigację (i zamiast do Szczecina pojedziecie do Ustrzyk)! Odpowiedź na pytanie dlaczego to niezbyt szczęśliwy pomysł moim zdaniem kryje się w słowie „feedback”, a mówiąc bardziej po ludzku, muszę czuć, że coś dotykam, wtedy wiem, że coś robię.

Na szczęście Continental na razie nie planuje wdrożenia systemu do produkcji.