Nasze kochane drogi


Studzienki na jezdni
Studzienki na jezdni

Nasze drogi się rozbudowują dość systematycznie. Co oczywiście się chwali. Ale jednocześnie stale projektanci i wykonawcy popełniają te same błędy. Błędy, które sprawiają, że korzystanie z tych nowoczesnych w sumie dróg jest nie tak komfortowe jak być powinno. Oto moja prywatna lista grzechów.

Budowa wg starych projektów.

Jednym z najdotkliwszych tego przykładów jest tzw, Drogowa Trasa Średnicowa  na Górnym Śląsku. Trasa ta powstawała w bólach i przez b. długi okres czasu najgorsze jednak, że według projektu, który narodził si ę w latach 70tych ubiegłego wieku. W rezultacie praktycznie żaden zjazd i wjazd na nią nie spełnia warunków płynności ruchu AD 2018. Skutek jest dość niebezpieczny. w godzinach szczytu przy zjazdach tworzą się kolejki sięgające kilkuset metrów, kolejki te tworzą się bezpośrednio na tej drodze szybkiego ruchu.

Zbyt krótkie pasy rozbiegowe.

Och o tym można by dużo. Ale powiem tylko jedno. A zaczyna się znowu jak zwykle od bzdurnego ograniczenia prędkości. Bowiem pomysł by na wjazdach na autostrady, na których obowiązuje prędkość 140km/h ograniczać prędkość pojazdów do 40km/h jest pomysłem raczej kwalifikującym się pod paragraf o sprowadzaniu zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym, niż pomysłem na bezpieczną jazdę. No dobrze, powiedzmy, że inaczej nie można. Ale dlaczego za takim ograniczeniem jest pas rozbiegowy o długości kilkudziesięciu metrów? Może wystarcza on Porsche albo Ferrari, ale zupełnie jest niedostateczny nawet dla przeciętnej osobówki, o ciężarowych pojazdach nawet nie wspominając. Skutek, raczej opłakany, ograniczenia prędkości na autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Studnie techniczne w drodze.

To już jest kompletny absurd. Który kwitnie w całej Polsce w najlepsze. To nic, że taka droga nie ma prawa wytrzymać dużego natężenia ruchu i dzisiejszych ciężarów pojazdów i jest to fakt obiektywny – nie istnieje technologia zapewniająca, że da się skutecznie umieścić taką studnię w jezdni – asfalt musi się kruszyć. To nic, że koszt remontu drogi jest wielokrotnie większy niż koszt remontu pobocza czy nawet chodnika. Ważne, że tak się budowało trzydzieści lat temu to i teraz tak można. Czy aby na pewno? Lokalizowanie wlotów studzienek w pasie jezdni jest powszechne pomimo, że wymaga to uzyskania tzw. odstępstwa od przepisów rozporządzenia Ministra Transportu. Czasem rzeczywiście nie da rady, mus to mus. Ale zbyt często idzie się na łatwiznę.

Ograniczenia na autostradach i drogach ekspresowych.
Ograniczenia na autostradach i drogach ekspresowych.

Może na razie wystarczy,

Reklamy

Prawdziwa cnota krytyki się nie boi


dziury w drodze
dziury w drodze

Na stronach MIiR pokazał się krótki komunikat:

Kierowane pod adresem ministerstwa zalecenia NIK dotyczące objęcia większą kontrolą budowanych dróg są realizowane. Badania przechodzą wszystkie nowobudowane, przebudowywane i remontowane drogi krajowe w Polsce w ramach funkcjonującego od kilku lat w GDDKiA systemu monitorowania jakości.

Powiem szczerze z jednej strony komunikat mnie nie dziwi, któż chciałby przyznać się do porażki, z drugiej strony odsłania przed nami świat magicznych zaklęć i rytuałów. Od kilkunastu już lat słyszę stwierdzenia: mamy wdrożony system jakości, więc wszystko jest OK. Po pierwsze systemy jakości, czy certyfikowane, czy nie, są w Polsce używane w zdecydowanej większości przypadków jako chwyt marketingowy. Są to systemy fasadowe, produkujące tony dokumentacji papierowej, z której tak naprawdę nic nie wynika. Po drugie i może ważniejsze, system jakości nawet prawidłowo wdrożony służy do oceny tego CO ROBIMY a nie tego co powinniśmy robić. Jeżeli nie określimy jakichś zadań i ich nie wykonujemy, to nie mogą one podlegać pod system zarządzania jakością. Tymczasem główny zarzut NIK dotyczący GDDKiA dotyczy zaniechań, a nie błędnie wykonywanych procedur. Co więcej uważam, że obrona MIiR jest strzałem w nogę, gdyż stwierdzenie, że GDDKiA działa  w ramach „…funkcjonującego od kilku lat systemu monitorowania jakości.” przy opisywanych w raporcie NIK zarzutach, powoduje tylko tyle, że można powiedzieć, że system stosowany w GDDKiA po prostu nie działa, co jest tak naprawdę jeszcze większym zarzutem od poprzednich. System zapewnienia jakości powinien bowiem spowodować poprawę jakości. Nie kopmy jednak leżącego.

Mam tylko obawę, że przy takim stosunku rządzących do rzeczywistości, jakość dróg znowu ucierpi najbardziej.

Autor jest właścicielem  giełdy  oferującej ładunki – eSpedytor.pl

GDDKiA – wesoła instytucja


Nowy rok powitałem ciekawą informacją:

Nowy pomysł naszych drogowców jest co najmniej kontrowersyjny. Jest nim bowiem całkowite wyeliminowania wyprzedzania z wybranych dróg jednojezdniowych. Nikt nie ma tutaj jednak na myśli postawienie całych rzędów zakazów wyprzedzania, lecz wprowadzenie do użytku rozwiązania znacznie bardziej skutecznego – linowych barier oddzielających poszczególne jezdnie[…]

Czy ktoś wreszcie potrząśnie instytucją odpowiedzialną za RUCH drogowy? Krzyczę dużymi literami, bo słów mi brakuje na tę głupotę. Mogę zrozumieć, choć z trudem, rozdzielanie dwu pasów ruchu za pomocą kostki i częstych wysepek, jak ma miejsce np. na drodze Kraków- Katowice równoległej do płatnej A4. Moje zrozumienie kończy się wraz z wyjazdem na drogę traktora. Ale pomysł by TRWALE wykonać taki podział na drodze dwujezdniowej jest , wybaczcie to, nie kontrowersyjny, jest chory! Wyobraźcie sobie tylko co się będzie dziać, gdy jakiś samochód się na takiej drodze zepsuje… Takie pomysły przychodzą urzędnikom do głowy gdy wprowadzi się system wynagradzania za pomysły poprawiające bezpieczeństwo. No bo przecież wypadków przy wyprzedzaniu na takich drogach nie będzie! Jednakże mam dla GDDKiA pomysł wyjątkowo prosty w swej istocie i bez nakładów: zakażmy w ogóle ruchu samochodów. Koniec i kropka. Nie będzie wypadków,  żadnych. Powietrze będzie czyściejsze – ekolodzy zachwyceni. Drogi przestaną się psuć. Pieniądze z dróg będzie można przesunąć na inne ważne cele społeczne. Przestaniemy importować gigantycznych ilości ropy… same zalety.

A za największą zaletę uznaję ten fakt, że po takiej decyzji nie będzie już nam potrzebna Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Amen.

Autor jest właścicielem giełdy transportowej eSpedytor.pl

Z transportem na rondzie


Pośród tych 25 bez mała milionów pojazdów poruszających się każdego dnia po naszych drogach, jest „ledwie” coś koło 133 tysięcy ciężkich pojazdów ciężarowych (powyżej 20 ton). Być może to jest powód , że regulatorzy ruchu drogowego mało przejmują się tymi pojazdami. Dlaczego tak uważam? Ponieważ na co dzień widzę, jak trudno pojazdom o długości 13,60 metra poruszać się (uwaga) po nowych rozwiązaniach drogowych. Uwielbiam ronda, poważnie, ale pomysł by rondo miało ( autentyczne, jeszcze do niedawna znałem dwa, w tej chili wiem o jednym) 10 metrów zewnętrznej średnicy to chyba przesada. Przewożenie ładunków jest ważne, te 130 tysięcy ciężarówek przewozi więcej niż cała machina kolejowa razem wzięta i to zarówno patrząc bezwzględnie (w tonach wolnych ładunków) jak i względnie (w tonokilometrach). Musimy się więc zdecydować, czy chcemy by w dalszym ciągu rozwijała się branża transportowa, zatrudniająca w tej chwili bezpośrednio przy przewozach ładunków około miliona ludzi, czy damy szansę kolei. Bo tylko w tym drugim przypadku zrozumiałe się stają pomysły w rodzaju, rezygnacji z dróg o poszerzonym poboczu, ponieważ są niebezpieczne. Niebezpieczniejsze od wąskiej drogi BEZ POBOCZA?  Tylko w tym układzie zrozumiem dlaczego odcinki A4 przed granicą niemiecką nie mają pasa awaryjnego. No bo jeżeli naprawdę chcemy by jednak te 130 tysięcy ciężarówek zarobiło na siebie i na nasz kraj (płacą podatki i to chyba największe ze wszystkich branż) to poprawiajmy ich sytuację na drodze. Transport ładunków naprawdę na to zasługuje.

Autor jest właścicielem giełdy ładunków espedytor.pl