Znakoza


znakoza - szkodliwy nadmiar znaków
znakoza – szkodliwy nadmiar znaków

Znakoza to ciężka choroba, choć bardzo podstępna. Ja zdaję sobie sprawę, że w dobie pandemii straszyć kolejną chorobą to przesada, ale znakoza jest z nami obecna już znacznie dłużej niż Covid i tak sobie myślę, że warto przypomnieć , że nie zniknęła.

Objawy są łatwo rozpoznawalne i w sumie tak się z nimi obyliśmy, że nie zauważamy ich na co dzień, no może poza jakimiś ekstremalnymi przypadkami, jak np. na obwodnicy Bytomia, gdzie na odcinku 50 metrów jest ponad 20 znaków drogowych (nie wspominając o tych malowanych na jezdni), wypada1 na dwa metry drogi. Ja wiem, to dla bezpieczeństwa! Ale czy aby na pewno? Te pięćdziesiąt metrów z dopuszczalną w tym miejscu prędkością 50/km na godzinę pokonujemy w 3,6 sekundy!  Jeżeli prawdą są badania brytyjskich naukowców, że każdy kierowca podejmuje w trakcie jazdy jedną złą decyzję na każde dziesięć, tzn, że nie uwzględniając innych czynników kierowca na drodze z tych znaków źle zinterpretuje co najmniej dwa…. Oczywiście za niedostosowanie się do znaków drogowych odpowiedzialność ponosi kierowca! Ale czy na pewno? Czy jeżeli zarządca drogi doprowadza do  tego, że fizyczną niemożliwością (potwierdzoną badaniami) jest prawidłowe odczytanie oznakowania, to rzeczywiście winę ponosi kierowca?

Znakoza panoszy się w całym kraju, a to takie ograniczenie a to takie ostrzeżenie a to jakaś tam informacja…. Jest znaną powszechnie prawdą, że nadmiar informacji przekształca się w tzw szum informacyjny, który przestaje nieść jakąkolwiek informację! I jak tedy na takiej drodze z bezpieczeństwem?

Szczególną odmianą znakozy jest przeprędkościowienie naszych dróg. Otóż każdy zarządca drogi wie, ze kierowcy jeżdżą zbyt szybko, no to wali ile wlezie ograniczeń! Zapominając oczywiście, że deklaratywne ograniczenie prędkości niczego nie zmienia! Co więcej , jak już tutaj pisałem, zbędne ograniczenia mają wpływ odwrotny do zamierzonego!

Nie wiem co Wy o tym sądzicie, ja uważam, że mamy ograniczeń stanowczo zbyt dużo. One niczego nie zmieniają tylko powodują demoralizację kierowców, bo przyzwyczajają się do tego, że ograniczenia są bezsensowne i dlatego kierowcy nie przestrzegają nawet tych, które jak najbardziej sens mają!

Znakowe szaleństwo


Źródło : autocentrum.pl
Źródło : autocentrum.pl

Mam prawo jazdy od … no dość długo (Panie wybaczą, ja też mam prawo do podawania prawdy w zawoalowany sposób), przejechałem już kilkaset tysięcy kilometrów po drogach całej Europy. Widziałem różne oznakowanie dróg. Jeżeli chodzi o autostrady to uważam, że np Austria jest wzorem dla każdego. Jednakże jeżeli mam wskazać anty-przykład to też nie mam wątpliwości, jest nim Polska. To co od pewnego czasu dzieje się z oznakowaniem polskich dróg jest po prostu chore. Czy ktoś jeszcze nad tym panuje? Wątpię. Wszyscy mają transport w… głębokim poważaniu.

Nie dalej jak dzisiejszego ranka natknąłem się na kolejne cudownie pomyślane oznakowanie. Otóż szukając dojazdu do nowej drogi, nagle (to istotne, ponieważ drzewa ograniczały widoczność) natknąłem się na drogowskaz. I tu problem. Poruszając się 30 km na godzinę w wężyku aut, zostałem zmuszony do błyskawicznego przeczytania łącznie nazw około (nie jestem pewien)1o miast. Czytam raczej szybko (750 słów na minutę), ale wierzcie mi państwo, że nie dałem rady. Musząc dzielić uwagę pomiędzy ruch na drodze, zbliżające się skrzyżowanie, inne oznakowanie… nie dałem rady. Ciekawy jestem kto dał. Sądząc z faktu, że sporo samochodów zawracało po poboczach, niewielu. Nie wzburzyłoby to mojej krwi tak bardzo, gdyby nie fakt, że oznakowanie to postawiono, zaledwie w kilka tygodni po opublikowaniu raportu NIK, który wytyka służbom utrzymania ruchu właśnie takie oznakowanie. Czy naprawdę nikt nie weryfikuje tego niezwykle istotnego elementu bezpieczeństwa ruchu. Media z lubością przekazują obrazy TIR’ów wjeżdżających pod prąd na autostradę, a może po prostu trzeba pokazywać zdjęcie tego idioty co tam stawiał znaki? Czy aby na 100% winny jest kierowca? A opowieść o znakach można by snuć.i snuc. I tak coś czuję, że jeszcze nie raz będę pisał na ten temat.

I morał z tej bajki taki, że w naszym państwie nikt nie przejmuje się nik. A ja dodam jeszcze zagadkę dla wszystkich:  ile znaków mamy na fotce (od razu dodam, że kilku znaków zdjęcie nie zdołało objąć).

Autor jest właścicielem giełdy ładunków- eSpedytor.pl