Bezpieczeństwo na drogach


Nie ma nic ważniejszego niż ludzkie życie. To prawda absolutna, w zderzeniu z którą trudno nie zgodzić się, że  walka o bezpieczne drogi jest niezwykle istotnym zagadnieniem. Niestety jak na razie jest tak, że drogi nie są absolutnie bezpieczne i ludzi każdego dnia giną na nich. Zastanówmy się więc czy istnieją działania, które zrealizowałyby pierwsze zdanie tego artykułu w sposób absolutny i bezwzględny. Istnieje taki sposób- natychmiastowa rezygnacja z transportu drogowego…. Niestety nie jesteśmy na to gotowi, i powiedzmy szczerze, bez transportu ludzie ginęliby z innych przyczyn, jak chociażby, przy braku transportu, utrudniony dostęp do lekarza. Pytanie więc powinniśmy zadać inaczej- jaki próg bezpieczeństwa jesteśmy w stanie zaakceptować. Odpowiedź nie jest prosta. Gdy stykamy się z tragedią bezpośrednio, nasz próg tolerancji maleje, gdy niebezpieczeństwo jest daleko myślimy o bieżących korzyściach z transportu. Ile więc ofiar jest do zaakceptowania? Straszne pytanie! Odpowiedź jakby oczywista – zero, niestety jest przymykaniem oczu na rzeczywistość. Dlaczego to pytanie jest takie istotne? Bo od odpowiedzi na nie determinuje podejmowane przez nas środki. Weźmy pod uwagę taki parametr jak prędkość na drodze. Wiemy, że wszystko ponad 30 km/h zabija. Czy więc powinniśmy wprowadzić taką prędkość jako obowiązującą? Zastanówmy się jaka byłaby cena takiej decyzji a jakie zyski. Tak z grubsza rzecz biorąc prędkość taka dość bezpośrednio przełożyłaby się na zmniejszenie ilości ofiar wypadków na drogach – zysk! Mniejsze byłoby zużycie paliwa- zysk…. o ho, stop to juz nie jest takie pewne, ale załóżmy, że tak. Czy jakieś jeszcze zyski widzimy?  Nie bardzo. Ale jak już pisałem, życie jest najważniejsze, więc wystarczy. Co jest po stronie strat? Po pierwsze gigantyczne korki. Po drugie dramatycznie spadają możliwości przewozowe transportu. Dramatycznie rosną koszty transportu. Rezultat, znaczące osłabienie możliwości rozwojowych gospodarki, a w reszcie permanentna recesja. Czy rozwój gospodarczy wpływa bezpośrednio na życie ludzkie (dosłownie)? Niestety tak. Doświadczyliśmy tego,w ciągu ostatnich lat. Poprawa sytuacji gospodarczej Polski, wzrost zamożności społeczeństwa przełożył się na bezprecedensowy w historii, wzrost średniej długości życia. Pamiętając, że transport we wzroście gospodarczym gra pierwsze skrzypce, czy jesteśmy gotowi poświęcić te marne 3-4 lata dłuższego życia (wszystkich, bo liczone statystycznie) w zamian za 4750 nieistnień ludzkich ginących każdego roku na naszych drogach? Ot dylemat!

Chciałbym być dobrze zrozumiany, nie jestem zwolennikiem „odpuszczenia sobie” bezpieczeństwa drogowego. Absolutnie nie! Uważam jednak, że planując działania nakierowane na wzrost tego bezpieczeństwa, trzeba widzieć obie strony równania. Tymczasem mam takie wrażenie, że działamy impulsywnie pod wpływem chwilowych, szokujących doniesień z mediów. Tu zaś jest , niestety wskazany chłodny osąd. Potępiamy w czambuł a to kierowców, a to pieszych, a to innych uczestników ruchu, w zależności do jakiej akurat katastrofy doszło. Zapominając, że do wypadku zawsze prowadzi zbiór bardzo wielu drobnych pomyłek, które zdarzają się KAŻDEMU nieustannie i tylko rzadko ich splot jest katastrofalny. Tymczasem my słyszymy : jechał zbyt szybko, nie zachował należytej ostrożności, nie patrzył na znaki… Żeby było bezpieczniej na drogach należy zmniejszać ilość możliwych pomyłek, a nie konkretnie walczyć z jedną, nawet najbardziej istotną.  Dlatego np należy drastycznie zmniejszyć ilość oznakowania na naszych drogach, należy dążyć do równoprawności na drodze. Nie należy dodawać świętych krów – każdy wyjątek jest dla wypadku jak zabrudzenie dla krystalizującego kryształu – miejscem początku. Należy poprawiać rozwiązania inżynieryjno-drogowe, w celu zwiększania, a nie zmniejszania prędkości podróżnej. Należy pracować nad rozwiązaniami zwiększającymi płynność ruchu itd, itp.

Zwróciliście Państwo uwagę, że jestem przeciwnikiem karania uczestników ruchu? Tak, kary są zawsze po, gdy już nic nie można naprawić. Gdybyśmy byli w stanie karać za zamierzenia, byłbym za. Ja uważam, że należy tak starać się prowadzić ruch, by wykroczenia nie były możliwe, oczywiście mam na myśli nieumyślne (np wymuszenie pierwszeństwa przejazdu, jedno z najbardziej groźnych zdarzeń, w większości wypadku wynika z chwili nieuwagi kierowcy, często rozpraszanego tym co wyprawia się wokół i na samej drodze) albo bardzo trudne.

Mógłbym tak długo, to naprawdę mój konik, ale chciałbym by w tym kraju wreszcie rozpoczęła się prawdziwa dyskusja o bezpieczeństwie, w miejsce gromadnego potępiania zaistniałych już zdarzeń. Zacznijmy od tego by dyskutować jak zwiększyć bezpieczeństwo i wydajność transportu drogowego RAZEM. A nie rozważać te kwestie oddzielnie. Oddzielnie jest to po prostu jałowa dyskusja.

Autor jest właścicielem giełdy ładunków espedytor.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s